wtorek, 01 maja 2012
Zapomnieć mowę

No cóż, boję się, ale będę pisała, wykrzyczę tutaj siebie, pozostawię na zawsze, moje myśli nieposkładane, wybuchające w snach jak zlepek wielu sytuacji, a każda z nich to moje pragnienia. Takie malutkie mam, aby ktoś mnie kochał i był ze mną, przy mnie, dotykał mnie, abym była pewna. Dawniej myślałam,że skoro jest miłość, to nawet na odległość można ją czuć, bo jest wielka i może wszystko. Teraz wiem, że tak nie jest, bycie z kimś z oddalenia to jak życie wirtualne, które zresztą sobie zafundowałam na parę lat, uciekając od życia naprawdę.

A ja chcę żyć, pełnią, chcę znów być wyciszoną kobietą, co się raduje. Wiem, że to zależy jeno ode mnie, muszę nareszcie wybrać drogę, to stanie na rozstaju mnie już zmęczyło, moje zrywy ratowania sytuacji na nic się zdają, widać nie da się czegoś zbudować, czego tak naprawdę nie ma. Kiedy powiem sobie głośno , że znów siebie oszukuję, wmawiając sobie, że jest dobrze, wtedy będę mogła pójść  dalej. Stanie w miejscu jest jedynie cofaniem się w te mroczne zakamarki, w których moje demony mają radochę, znów się cieszą, że jestem taka zagubiona, znów sama, pisząca, a nie mówiąca. Rety, jak okropnie jest nie mając kogoś, do kogo można mówić.

Ciekawe, czy można zapomnieć mowy.

poniedziałek, 30 stycznia 2012
Wróć do mnie

Jestem jakby mnie nie było. Chcę coś zrobić, ale nie wiem jak , jakbym zapomniała siebie. Chcę sobie przypomnieć, ale nie udaje się, może ja zamroziłam się, jestem kobietą soplem, która chce przetrwać zimę w takim stanie, aby móc nic nie czuć ani nic nie widzieć ? Ale dlaczego ? Znów ucieczka przed podejmowaniem decyzji, przed stawianiem czoła przeciwnościom ?

Tak nie można, przecież wiesz, że musisz się zbudzić, życie ucieka Ci przez palce. A co z Twoimi marzeniami ? Przypomnij sobie czego pragnęłaś jeszcze niedawno. A w co wierzyłaś ? Mówiłaś często, że jesteś bogiem, skoro na obraz i podobieństwo jego zostałaś stworzona, wtedy wszystko potrafiłaś, byłaś pełna nadziei i poczynań. Promieniałaś, byłaś tą, co niemalże leciutko unosi się nad ziemią, tak lekko stąpałaś...rety, jak ja wtedy Ciebie kochałam. Bo jakże można nie kochać anioła.

Wróć do mnie, proszę :)

środa, 21 grudnia 2011
Jesień złocista

Dawno nie pisałam, bo zawsze mi się wydaje, że nie mam o czym, gdy tymczasem to bardziej chodzi o to, że boję się napisać, co czuję. Dlatego wrócę do pięknej jesieni i wstawię zdjęcia, te są akurat sprzed roku, bo tę jesień spędziłam w pracy.

 

 

 

 

Muszę być tutaj, sama ze sobą, aby nie zapomnieć, kim jestem i jaka jestem, nie chcę się zlać w jedną masę ludzką, nie chcę stracić mojego postrzegania świata i wrażliwości, choćbym miała już być neurotyczką na zawsze. Plugastwo zostawię za zamkniętymi drzwiami mego świata, zgaszę światło, zapalę świece, chcę mieć jeno ciszę, ciepło, wzruszenie, marzenie.

 

piątek, 21 października 2011
Ledwo bym oddychała...

Dzielę z Tobą nie tylko me myśli, westchnienia, wspomnienia, noce ze świecami i słowami, ale ostatnio też pracę. Jak cudnie jest się zmęczyć, zapracować na chleb...szkoda, że nie mogę patrzyć na Ciebie, gdy swymi rękoma, które tak dobrze znam, zamieniasz stosy papieru w coś konkretnego. Ale kątem oka widzę, jak krzątasz się obok i czuję szczęśliwość.

Ja po prostu lubię gdy jesteś blisko...ten miesiąc z dala od Ciebie był nie do zniesienia; oj wiem, że jesteś zawsze ze mną, ja też, ale...no to nie to samo, gdy Ciebie widzę, słyszę, czuję :) Wciąż mi Ciebie mało, to to moje nienasycenie, niecierpliwość, jakoś nie umiem sobie rozciągnąć nas w nieskończoności, wciąż chwytam się jeno tych chwil, jakby one były jedynie rzeczywistością, reszta jawi się jako imaginacja.

Uczę się powoli, ale może kiedyś będzie we mnie już ten spokój, będziemy codziennością, nie tylko wyrwanymi życiu dniami; wiesz o czym marzę ? aby siedzieć na kanapie z ciepłym kubkiem herbaty i patrzyć na Ciebie, gdy zmęczony po pracy śpisz...ledwo bym oddychała, aby tylko Cię nie zbudzić.

niedziela, 18 września 2011
Pająk

Jestem neurotyczką, ale nadal jestem człowiekiem i nadal kocham życie, będę walczyła o swoje. Wczoraj przemierzałam moje ulubione tereny,wdychałam ostatnie zapachy lata, patrzyłam na błękit nieba i starałam się wyrzucić ze siebie, z mojej głowy tę uporczywą myśl; myśl o Tobie.

Gdy zderzają się ze sobą dwie podobne osoby, nagle okazuje się, że niektóre podobne cechy nie pozwalają przeskoczyć pewnej bariery, następuje zatrzymanie się i niemożność zrobienia z tym czegokolwiek. Pustka. To zabija związek, każda ze stron widzi to, ale nie podejmuje żadnego kroku, pomimo, że teoretycznie wiadome było, że należy o związek walczyć, że trza go pielęgnować, że były deklaracje, że my na pewno się postaramy nie zniszczyć tego, co dobre jest.

Powiem za Tobą "nie chce mi się gadać o tym "...będzie co ma być, tym razem nic na siłę .

Wczoraj spotkałam tego oto cudnego pana wszystkich sieci :) ależ on piękny.

czwartek, 15 września 2011
Jestem neurotyczką

Po tym kolejnym razie, kiedy usłyszałam, że nie możemy się spotkać, bo jest zmęczony i musi iść spać ( dla mnie to było znów odtrącenie ), po usłyszeniu od niego, że ja nie chcę być z nikim i że nie umiem kochać ( ja nie umiem ? kocham całym ciałem i całą duszą ) załamałam się bardzo, jednocześnie pomyślałam, że widocznie naprawdę jest coś ze mną  nie tak. Tylko co ? Jeśli nie umiem kochać, muszę być sama, wtedy poszłam do biblioteki po książkę ( ja nie umiem być sama, a książka zawsze była moim przyjacielem ). W bibliotece chciałam znaleźć coś, co lubię, ale każdy tytuł zlewał się w jedną całość, nie mogłam odczytać autorów, wtedy poszłam na dział psychologii, tam od razu wybrałam dwie książki; Olivera Sacksa " Mężczyznę, który pomylił swoją żonę z kapeluszem " i Karen Horney " Neurotyczną osobowość naszych czasów ".

Zaczęłam czytać tę pierwszą, zaciekawiła mnie, ale wiecznie mój wzrok padał na tę drugą. No i przerwałam czytanie tej pierwszej, sięgnęłam po drugą i...przeczytałam jednym tchem. Tam opisywano mnie samą, i o ile wiele elementów mnie nie dotyczyło, ta część o neurotycznej potrzebie miłości pasowała do mnie jak ulał.

Mój świat nagle zatrzymał się, to uświadomienie sobie, że jestem  NEUROTYCZKĄ , osobą chorą, przeraziło mnie o tyle, bo wywołało od razu poczucie winy, że po drodze krzywdziłam wiele osób, nie lecząc choroby, której nie byłam nawet świadoma. Owszem, zawsze wiedziałam, że jest ze mną coś nie tak, że nikt mnie nie rozumie, czułam, że wszyscy mnie krzywdzą, a ja nie wiem, dlaczego. A ja krzywdziłam ich, swoją osobowością,  niemożnością panowania nad emocjami i lękami.

Ta moja ciągła potrzeba miłości wynikała z mojej choroby, a ja sobie tłumaczyłam to tym, że o ile we wczesnej młodości, pierwsze trzy lata mego życia byłam kochana przez babcie, dziadka, całą rzeszę wujków i cioć, rodziców, to potem po przeprowadzce do Krakowa nagle zabrakło tych wszystkich rąk, tulących mnie i dlatego całe życie szukam ich.

Jestem neurotyczką, to już wiem i co dalej ? Pójdę do lekarza, bo nie chcę krzywdzić innych.

Czy można kochać neurotyczkę? Pewnie tak...ale czy można z nią wytrwać na dobre i złe ?

wtorek, 13 września 2011
Dam się porwać

"To powierzchnia ciągła obejmująca samą siebie "...czy wpadłabym kiedykolwiek sama, aby określić tak rękawiczkę pięciopalcową ? Jak pracuje mózg kogoś, kto dotyka powierzchni rękawiczki i tak opisuje ten przedmiot ? Gdybym mogła dotknąć każdej komórki mego ciała, nareszcie wiedziałabym, kim jestem. Teraz nadal jestem dla samej siebie wielką zagadką. Ale to ma swoje dobre strony, będę wędrowała dalej aby poznawać.

Znów nauczę się płakać, słyszeć ciszę, materializować słowa, poruszać przedmioty myślami mymi, oddychać pełną piersią ( zamiast dławić się rozpaczą ), widzieć to co niewidzialne, odbierać świat po swojemu, a nie czyimiś oczami.

Przystanęłam na chwilę, przekonałam się, że to nie dla mnie, pójdę sobie dalej, nie będę już zatrzymywała wiatru, pozwolę mu mnie owiać, jeśli będzie trzeba, dam się nawet porwać.

niedziela, 11 września 2011
Mówienie do siebie

Skoro tak, to dobrze. Wracam tutaj, będę mówiła do siebie, pisząc, wyzbywam się złych emocji. Nazbierało się ich we mnie mnóstwo, gdzie podziałam się ja wyciszona, czekająca cierpliwie, wierząca ? Poszukam tego w sobie, nie dam po raz kolejny się stłamsić, wmówić sobie, że to znów ja coś zawaliłam, że to moja wina.

Nie tym razem.

Ostatnio, gdy byłam na spacerze w moim ulubionym miejscu, poczułam, jak potrafi pachnieć ziemia, nagrzana od słońca, buchająca zapachem ziela; mimozy, rosnące wzdłuż alejki były wyższe ode mnie, jakby chciały zasłonić mi widok na świat mówiąc, że to tylko one rosną tutaj i tylko je powinnam podziwiać :)

Ławeczka w cieniu drzewa zaprosiła mnie, usiadłam, zamknęłam oczy i wsłuchałam się w szum traw; gdybym chciała, mogłabym nic nie słyszeć, choć nie do końca, słyszę zawsze moje myśli, to one burzą mi zawsze mój spokój. Gdyby można było nic nie myśleć.


poniedziałek, 09 maja 2011
Wyjście

No śmiało, postaw pierwszą literkę, a inne zaczną się pojawiać jakby ktoś rozsypał mak na białej kartce papieru; gdyby dmuchnąć w nią, utworzyłyby jakąś bezkształtną masę. Czy naprawdę nie masz nic w swoim życiu, co chciałabyś zostawić tutaj jako rozmowę z samą sobą ? Przecież często masz taki natłok myśli, które aż proszą, aby je uporządkować, wyrazić, wykrzyczeć; tyle powinnaś zrobić, a stanęłaś gdzieś na końcu ciemnego tunelu, nie wiedząc, co dalej.

Bezradność.

Zamierzasz jeszcze długo tkwić w miejscu, jakbyś zapomniała, że możesz wszystko: stwarzać, budzić, wznosić się na wyżyny, wzlatywać w przestworza, skakać z gór wysokich, dotykać gwiazd, stawać się nimi. Przypomnij sobie to wszystko, a wtedy wyjście z ciemnego tunelu będzie jako ta czynność powszednia. Wtedy znów ujrzysz światło, ono wskaże Ci drogę. No spróbuj, wygoń ten strach, co to paraliżuje Cię za każdym razem, gdy zmierzasz się z czymś nowym. Prawie mnie narobiłaś zapewniając, że przecież wierzysz w siebie, znasz swoją wartość, będziesz walczyć o swoje, gdy tymczasem dalej popełniasz te same błędy; potykasz się, obijasz kolana, wstajesz opornie, jakbyś nie miała sił. Wiem, że jesteś silna, ale ukrywasz to, przecież zmiana, do której dążysz to nie jakaś ostateczność, zawsze możesz pójść znów inną drogą.

No pokaż, że potrafisz, zrób to dla siebie, spraw abyś znów idąc czuła nie stawiane kroki a unoszenie leciutkie ponad powierzchnię, gdy ciało mało waży, jakby zamieniało się w duszę.

Uśmiechnęłaś się, wiem, że lubisz ten stan; ale nie będziesz w nim, gdy tkwić będziesz w tym ciemnym tunelu, no otwórz oczy i poszukaj światła. I idź za nim.

poniedziałek, 04 kwietnia 2011
Nowa droga

Fiołki nie wyszły spod pryzmy naniesionych przez wiatr zesłych liści dębu, pojedyncze ich kępki rozrzucone w innych miejscach cieszą oczy. Osuwisko niebezpiecznie zbliża się do białego domku, przerywając w poprzek działkę, jakby chciało zamknąć mi drogę do mojej działki, a przecież...

No tak, wychodzi na to, że muszę od nowa postawić dom, posadzić drzewa, bo moje kilkunastoletnie zostały wycięte pod inną budowę, a moja chatka się rozsypuje; najpierw chciały ją opanować osy, potem zasiedliły się w jej ścianie szerszenie, budząc grozę, gdy siadały całą chmarą na oświetlonym wieczorem oknie, a teraz wiecznie gdzieś przecieka i pozwoliła wejść małym myszkom...no dobra, kocham przyrodę, ale to był mój dom, czy teraz mam go oddać matce ziemi ?

Jestem już prawie stara, nie mam czasu na nową chatkę, myślałam chyba, że wszystko jest wieczne, czułam się bezpiecznie, a teraz odczułam zmienność wszystkiego...i przemijanie; taką mam ochotę się poddać, ale wtedy moja buntownicza natura zaczyna krzyczeć, że mi nie wolno, że póki bije ta pompa w piersiach, mam walczyć.

O wszystko walczyć, o moje miejsce na ziemi, o moje szczęście, o moje ja, co to pozwoliło się zepchać gdzieś na margines życia, gdy tymczasem powinno rozkwitać wraz z tą wiosną, co to budzi wszystko do życia. Zapomniałam, że gdy człek się poddaje, może być pewnym, że nikt za niego nie podniesie go z ziemi, musi sam wstać i iść dalej. Bo przecież nasze życie to wieczne wędrowanie, nawet gdy nie ma drogi; samemu trza ją wydeptać, wtedy będzie nasza :)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie, albowiem jestem zespolony z ludzkością. Przeto nigdy nie pytaj, komu bije dzwon; bije on tobie. John Donne